Scholastyczne sf
Pod moim przedostatnim tekstem pojawiły się w komentarzach obawy, że pomysły z niego ktoś może ukraść. Nie obawiam się tego z wielu powodów, a w dodatku uważam, że nie ma sensu szyfrować tego, co się pisze, ani cenzurować siebie samego stawiając się za płatną ścianą płaczu.
Ale samo to zagadnienie natchnęło mnie do czegoś zupełnie innego: do namysłu nad metodami zostawiania komunikacji w ukryciu. Oczywiście nie po to, by pozostać niezrozumianym albo zrozumianym opacznie, ani po to, by zanurzać się w jakąś formę okultyzmu. Skoro jednak opisujemy tu różne formy walki, również tej toczącej się w sferze komunikacji, która z naszych pozycji wydaje się być przegrana, warto prześledzić kilka ciekawych metod.
Bo czasem wygrać można wtedy tylko jednym: nie siłą, popularnością lecz zmyleniem i sterowaniem uwagą. I o tym jest cała ta notka.
Zajmijmy się, pobieżnie, rzecz jasna jak to u mnie bywa, zjawiskiem utrzymywania czegoś w tajemnicy przed innymi. Tajemnica bowiem rzadko mieszka w sejfie. Coś tam owszem może się w nim znajdować, kiedy jesteś bogaty. Ale jak zgrabnie ujął to OjciecDyrektor, sejf istnieje po to, żeby coś pokazać, a nie ukryć. Jeśli coś jest zabezpieczone przed otwarciem, to z założenia coś zawiera. Chyba że jest elementem większej zmyłki, co jest historią w sam raz na scenariusz serialu z Netflixa. Niemniej sejf to bardziej rekwizyt w spektaklu posiadania niż rzeczywista kryjówka.
A jak to jest z ukrywaniem treści? Czy komunikacja może mieć swój sejf?
To dosyć oczywiste, że podstawową metodą ukrycia tego, co chce się przekazać, jest szyfr. Kryptografia ukrywa sens: przekręca zdanie w bełkot lub ciąg cyfr, który każdy widzi i nikt nie umie odczytać. No a przynajmniej nie powinien móc. To typowa logika oddzielenia, co sprawia że ta metoda ma wadę wpisaną w naturę: oznajmia, że za ochronnym murem jest coś wartego zamknięcia.
Ale mamy jeszcze starszą (być może) siostrę kryptografii, czyli steganografię. Ta siostra ukrywa samo istnienie komunikacji: nie stawia muru, lecz mówiąc obrazowo: drążąc podkop, przysypuje wejście darnią. Kryptograf zamyka list w skrzyni i chowa klucz. Steganograf wymyśla to tak, że w idealnym przypadku nawet nie wiemy, iż zaistniał fakt przekazania informacji adresatowi. Kryptoanaliza zaczyna od założenia, że sekret istnieje, to trochę jak okultyzm. Steganografia liczy, że nikt nie dojdzie nawet do założenia istnienia sekretu. A w świecie, w którym maszyny mogą odczytać niemal wszystko, wygrywa nie ten, kto lepiej zaszyfruje, lecz ten, kto ma sposób, by mówić prawdę.
Obecnie najlepsze kryjówki wcale nie muszą zależeć od wyszukanych technologii, choć te bywają lekko szokujące zaawansowaniem, o czym za chwilę. Kryjówką może być zwykły tekst.
Zdradzę od razu, dokąd to zmierza, żebyśmy się nie pogubili. Będziemy schodzić coraz niżej po drabinie kryjówek: od muru, przez kropkę nad „i", aż po gen bakterii. I za każdym razem okaże się to samo. Mimo iż maszyna umie tam zajrzeć, bo wszędzie tam ukrywa się formę, a węszenie formy to jedyna rzecz, którą maszyna robi genialnie, to pozostaje dla nas sfera sensu i Prawdy. A wtedy rozmowa o ukrywaniu okaże się rozmową o relacji Prawdy do ukrycia. Bo Prawda powinna być powszechnie dostępna. Ale co jeśli jest wyszydzana, zagłuszana lub przemilczana?
No dobrze, na razie zaczęliśmy nieco górnolotnie, więc zejdźmy nieco na ziemię, do metod.
Istnieje stary jak świat chwyt, który psuje spokój teoretykom: nadanie zwykłym słowom sekretnego znaczenia. W chińskim żargonie sekretnych towarzystw „koń" to nie zwierzę, lecz chłop; w slangu narkotykowym „horse" to heroina. Podmiana słowa to kod, a nie szyfr. Szyfr nadany nawet jawnie, jak „93Toosk418KatszyŃskYzBXuVVuy67", jest wiadomością kryptograficzną: widać, że coś ukryto. Ale kod wpleciony w zdanie niewinne, takie jak „koń musi zdążyć do młyna przed powodzią”, staje się już steganografią: cenzor widzi zdanie o koniu i nie wie, że dla kogoś kryje się tam coś poza ogólnym sensem zrozumiałym dla każdego. Kryptolodzy zwą to kodem otwartym. Jego siłą nie jest to, że jest nie do złamania, lecz to, że nie wygląda na nic szczególnego. A nawet gdy kontroler przeczuwa podstęp, nie udowodni, że koń nie jest koniem. Znaczenia nie da się tak łatwo skonfiskować. To cecha, której nie posiada szyfr: zaprzeczalność.
Najgłośniejszym ostatnio przykładem kodu otwartego jest afera Epsteina, z osławioną „pizzą" na czele, skrywającą potworny sekret. I tu mamy znakomity przykład zaprzeczalności. W internetach pojawiło się stado baranów kwestionujących ukryte znaczenie: bo nie da się dowieść, że pizza jest czymś innym niż pizzą. To w ogóle niesamowite, jak można ignorować kontekst i uważać, że bardzo bogaci, zepsuci ludzie zasypywali się dziesiątkami maili o tym, jaką lubią pizzę. Trzeba być idiotą, żeby nie zauważyć skonsternowania niektórych celebrytów, gdy na wizji padało hasło „pizza party". Zaprzeczalność, która osłania konspiratora,a w tym wypadku takiego, który działał w złej wierze, jest dla niego darem: pozwala skierować uwagę na inne tory.
Żargonów, które ukrywają istnienie rozmowy przed obcym i same dobierają sobie wtajemniczonych, pewnie nie da się zliczyć. W literaturze zjawisko to ma dostojną nazwę: język ezopowy, czyli mowa przemycająca zakazany sens pod niewinną bajką. Kiedy w czasie wojny BBC nadawało wersy Verlaine'a jako sygnał inwazji, cała Europa słyszała wiersz, a tylko wtajemniczeni wiedzieli, że to rozkaz „do boju".
Stosowanie metod steganograficznych ma długą historię i wciąż słychać o nowych, kreatywnych zastosowaniach. Tu krótki przegląd, bo drobiazgowe aptekarstwo nie jest celem tej notki. Histiajos kazał ogolić głowę niewolnikowi, wytatuował na skórze rozkaz buntu i odczekał, aż włosy odrosną. Człowiek szedł przez imperium jako list, nie budząc niczyjego zainteresowania i nie wiedząc do końca, że sam jest nośnikiem wiadomości. Demaratos ostrzegł Spartę, pisząc na drewnianych tabliczkach i zalewając je woskiem, by strażnicy przepuścili „czyste" tabliczki, tylko wyglądające na takie, na których dopiero można coś zapisać. Eneasz Taktyk napisał najdawniejszy zachowany grecki traktat o sztuce wojennej, a jeden z rozdziałów poświęcił tajnemu przekazywaniu wiadomości; od liścików wszytych w podeszwy sandałów po litery nakłuwane w niewinnie wyglądającym tekście. To metody pewnie skuteczne jeszcze dziś. Podczas II wojny niemiecki szpieg zwinął stronę dokumentów do mikrokropki naklejonej jako „kropka nad i" w zwykłym liście o pogodzie. A niedawno wirus pewnej rosyjskiej siatki odczytywał adresy serwerów sterujących (C&C) z komentarzy pod zdjęciami Britney Spears na ogólnodostępnym profilu gwiazdy. Fora w rodzaju Demotywatorów mogą służyć za wrota wymiany informacji, o których istnieniu nie mamy pojęcia, choć mamy je stale przed oczami.
Jedna zasada, kilka epok: wiadomość jest najbezpieczniejsza, gdy jej nośnik wygląda na coś, co nośnikiem nie jest. Chwyty te nie są tylko muzealne. Nowoczesny oficer wywiadu naprawdę może dziś ogolić kurierowi głowę albo schować stronę tekstu pod kropką w zdaniu. Co więcej, w erze wszechobecnej cyfry metody analogowe wracają do łask, bo nie zostawiają metadanych. Tatuaż nie ma adresu IP. Woskowa tabliczka nie łączy się z chmurą. Dlaczego to ważne? Bo istnieją maszyny widzące każdy bajt naraz. Możemy mieć do czynienia ze światem Wielkiego Odszyfrowania, gdy komputery kwantowe opuszczą laboratoria i zawitają pod strzechy. Moc obliczeniowa i wszechobecny monitoring sprawią, że dzisiejsza kryptografia asymetryczna, czyli ta, na której stoi cała sieć, przestanie chronić wszystko, co ktoś przezornie schował sobie na później. Gdy każdy przepływ danych jest rejestrowany, sam szyfr staje się sygnałem: zaszyfrowana wiadomość to jak człowiek w tłumie, który zasłania twarz. Zwraca uwagę. Czy da się oszukać maszyny?
Da się. Sztuczna inteligencja jest genialna w jednym: w węszeniu matematyki i wzorców. Wspomniałem o Demotywatorach. Wiecie, jak ukryć informację w memie czy fotce wrzuconej na Tumblr? Obraz to siatka pikseli, każdy piksel to liczby opisujące barwę, a najmniej znaczący bit każdej z nich można zmienić, nie zmieniając w widoczny sposób niczego. Oko nie odróżni odcienia błękitu od odcienia o włos ciemniejszego. W tych niedostrzegalnych drgnieniach da się zapisać tekst, plik, cokolwiek. Fotografia kotka niesie w sobie depeszę, a wygląda jak fotografia kotka, nad którą rozczulają się Wasze dzieci i matki. To nowa wersja mikrokropki. Ale rzecz w tym, że maszyna natychmiast wykrywa taką anomalię w formie. Wystarczy śledzić fora typu Demotywatory z odpowiednim „czujnikiem" i coś tam z roboty kontrwywiadowczej odbębnimy.
Tymczasem wobec wiadomości ukrytej w sensie maszyna jest bezradna. Nie orzeknie, czy akapit o mieście X, a nie Y, to przypadek, styl, obsesja czy współrzędna, bo to wymaga teorii cudzego zamiaru, której algorytm nie ma. Niektórzy mówią, że to nie przewaga wieczna; spekulują, że maszyna kiedyś zbuduje prawdziwy model cudzego umysłu i przejrzy również sens. Ale to tylko spekulacje, bo inni twierdzą coś wręcz przeciwnego.
Dobrym sposobem bywa dziś przyjęcie z dumą nieco komicznej etykiety „nieszkodliwy dziwak, pewność 99%”. Wówczas nikt na nas nie patrzy, a my możemy w spokoju komunikować swoje. Żeby ukryć się przed maszyną, która może odczytać wszystko i to natychmiast, warto napisać coś, co odrzuci ona na etapie selekcji. Maszyna wykorzysta tylko to, co pasuje do jej przeskalowanych algorytmów cenzurujących.
Nigdy nie zachłystywałem się nowinkami technicznymi, ale kilka z nich zwróciło moją uwagę. Być może istnieją już rzeczy nowocześniejsze; nie chodzi mi jednak o katalog wszystkiego, czego mielibyśmy się obawiać.
Można przemycić dane ultradźwiękiem, przez powietrze, między głośnikiem a mikrofonem komputera, ponad każdą zaporą, bo fala nie potrzebuje kabla. Można ukryć przekaz w łańcuchu blockchain: rejestrze publicznym, wiecznym, niemożliwym do skasowania. Drukarki znakują każdą kartkę niewidzialnymi żółtymi kropkami, które zdradzają, z jakiego urządzenia pochodzi.
A najbardziej niepokojące: badacze zapisali w genomie żywych bakterii obraz galopującego konia, czyli jeden z pierwszych filmów świata. Mikroby przepisują tę animację potomstwu przez pokolenia. Wiadomość graficzna, która rozmnaża się w organizmach żywych. Konsekwencji nikt nie umie przewidzieć: przekaz zaszyty w koloniach bakterii może przeżyć nadawcę o stulecia lub pewnie dłużej. Tu pomyślałem sobie, może nieco na wyrost, że można wyobrazić taką sytuację: cały świat na coś choruje, wszystkim wszczepia się obowiązkowo, w martwych wirusach, jakąś informację genetyczną, pod pozorem walki z chorobą. Wiadomo, coś takiego nigdy się w historii nie wydarzyło i nie wydarzy, ale myślę to dobry pomysł na serial SF.
Powtórzmy jednak: mimo całego technologicznego zachłyśnięcia wszystkie te cuda mają wspólną słabość, bo skrywają formę, którą można wykryć. Obraz galopującego konia w bakterii to wciąż ciąg zasad A, C, G, T; zsekwencjonowany genom, który można obejrzeć na ekranie. Ultradźwięk to fala, bit w blockchainie to zwykły bit. Maszyna nie musi nic rozumieć, by to wykryć. Musi tylko znać algorytm do węszenia nowego rodzaju formy, a węszenie formy to jedyne, co robi genialnie. Może nawet nie genialnie, ale znacznie szybciej od człowieka. Najbardziej futurystyczne kryjówki są więc najkruchsze: to wyścig zbrojeń, do którego maszyna zawsze może dołączyć. Zawsze znajdzie się technologia przeciw technologii, nawet tej najbardziej „kosmicznej". Czasem, niestety, później niż prędzej, co oczywiście bywa tragiczne w skutkach.
Jedyna kryjówka, do której nie ma dostępu, to prawda i sens. Najnowocześniejszą rzeczą, jaką możesz dziś zrobić, bywa stosowanie metod antycznych lub średniowiecznych. Chować nie w pikselach ani w nukleotydach, lecz w piśmie lub mowie, bo pismo i mowa ukrywają znaczenie, nie formę.
Nie mam na myśli szyfrów ani okultyzmu. Co za ironia, że Steganographia to tytuł dzieła Trithemiusa, które udawało podręcznik magii, a pod przykrywką przywoływania aniołów było kamuflażem dla zwykłych metod kryptograficznych. Później mieliśmy wielce szacownego Johna Dee, który prowadził „dzienniki rozmów z aniołami" i zarazem korespondował z szefem królewskiego wywiadu; wędrował przez Kraków i Pragę pod przykrywką uczonego mistyka, tam, gdzie okultyzm mieszał się z polityką. Robert Hooke na trzeźwo podejrzewał, że całe to anielstwo jest w istocie szyfrem; powtórzę - kryptografii blisko do okultyzmu.
Nie mam też na myśli odrażających druków nowoczesnego okultyzmu, których niewielu waży się tknąć: drogich, niskonakładowych wydawnictw o sprawach, od których zdrowy człowiek się odwraca, jak „praca z energiami" w miejscach, gdzie ktoś odebrał sobie życie. Nigdy nie miałem tego w ręku, ale wiem, że rynek takich zdeprawowanych książek istnieje. Tu zapewne odraza jest zamkiem, gdzie naturalny odruch odwrócenia wzroku staje się jego osłoną. Wiadomość nie siedzi tam w bitach, lecz w perwersyjnym wyborze; nie powiem Wam, co się za tym kryje naprawdę, bo nie wiem i nie mam zamiaru tam sięgać.
Podkreślmy dlaczego - bo nam tutaj chodzi o Prawdę.
Tę można jeszcze próbować zneutralizować na dwa sposoby: pod ciszą przemilczenia albo pod hałasem nadmiaru. Oba mechanizmy żerują na tym samym, na ograniczonej pojemności ludzkiej uwagi. Przemilczenie odpuśćmy, bo to chyba zbyt duży temat dla mnie. Co innego nadmiar.
Propaganda nie kryje prawdy pod milczeniem; kryje ją pod hałasem. To komunikacja à rebours: nie sygnał utopiony w istniejącym szumie, lecz szum wyprodukowany masowo, by zatopić prawdziwy sygnał. Im więcej emocjonujących szczegółów, tym silniejszy przymus ich omawiania, aż orientacja pęka i nikt nie odróżnia swojego od obcego, prawdy od fałszu. Pod osłoną tego huku, w ciszy, idzie natarcie główne, tam, gdzie nikt nie patrzy.
Wojnę komunikacyjną toczy się na dwóch planach: jest oczywiście widoczna mechanika z którą trudno się dyskutuje, ale jest dusza i charakter. Mechanika to plan, broń, ładunki, ogień, forma, szum. Mechanika należy już w dużym stopniu do domeny maszyny. Każdą kryjówkę, która ma formę, piksel, nukleotyd, falę, bit, maszyna prędzej czy później zwietrzy i zniszczy. Zostaje znajomość duszy i charakteru: znajomość człowieka, jego zamiaru i charakteru, teren, na który maszyna wejść nie umie.
Nasz wybór to zwykłe ludzkie pisanie. Nie dlatego, że efektowne, lecz dlatego, że maszyna, nawet jeśli sczyta wszystkie biblioteki świata, nigdy nie stanie się czytelnikiem. Ten sam nawyk, który pozwala ukryć prawdę przed maszyną, jest zarazem jedyną obroną przed kłamstwem propagandy i milczeniem innych.
tagi: steganografia
|
|
ahenobarbus |
| 12 sierpnia 2026 16:14 |
Komentarze:
|
|
gabriel-maciejewski @ahenobarbus |
| 12 sierpnia 2026 16:37 |
To wszystko prawda, my jesteśmy takim właśnie systemem, a propaganda serwowana jest w formatach hałaśliwych - Braun, Olszański, wielbiciele generała Wieniawy...przywiązani do hierarchii, które już dawno są fikcją, bo akademia zamieniona została w werbownię, a ci, którzy tego nie widzą tworzą opisany przez ciebie hałas.
|
|
valser @ahenobarbus |
| 12 sierpnia 2026 17:37 |
Artykulacja, intonacja i interpunkcja. Tymi narzedziami mozna wiele zakodowac. Tutaj w mistrzowskim wykonaniu, ktorego do dzisiaj nikt nie rozkminil.
https://www.youtube.com/watch?v=bQu-axifxGM
Dzisiaj odpalasz internet z social filmami i tam kazdy szyfrem gada. Jeden chce sie popisac, ze zna slowa, ktore brzmia naukowo i dla wtajemniczonych, inny chce byc orginalny i wymysla swoje dyrdymaly, bo w sumie o to chodzi, ze romantyczengo bohatera nikt nie rozumie. Nikt z tych internetowych bohaterow nie potrafi mowic normalnie.
Jak Coryllus napisal, publika docenia "spojnosc wywodu" Terlikowskiego. Wydaje sie oczywistym, ze glupota jest jak najbardziej spojna i koherentna, niestety zaden algorytm sobie z nia nie poradzi.
|
|
gabriel-maciejewski @valser 12 sierpnia 2026 17:37 |
| 12 sierpnia 2026 18:22 |
O w mordę...to już wiadomo za co go skasowali. Za dużo wiedział i nie mógł tego zdradzić, po prostu nie mógł, nawet jak próbował
|
chlor @valser 12 sierpnia 2026 17:37 |
| 12 sierpnia 2026 18:35 |
Ani słowa nie mogłem zrozumiec. Właczyłem transkrypcję mowy na tekst, ale system zgłosił że nie rozpoznaje języka.
|
|
ahenobarbus @chlor 12 sierpnia 2026 18:35 |
| 12 sierpnia 2026 18:38 |
Ja zrobiłem prędkość x0,75... w miarę coś tam można zrozumieć, ale on celowo mamrocze pewne rzeczy.
|
|
ahenobarbus @valser 12 sierpnia 2026 17:37 |
| 12 sierpnia 2026 18:39 |
Rzeczywiście, robi to wrażenie. Można wymamrotać wyrok śmierci jak widać.
|
|
ahenobarbus @gabriel-maciejewski 12 sierpnia 2026 16:37 |
| 12 sierpnia 2026 18:42 |
Na pewno SN się wyróżnia. Mamy coś nawet w stylu własnej "grypsery" czy coś. Pamiętam ludzi, którzy próbowali zrozumieć o czym pisze Pioter, bo bez przeczytania tego o czym od początku pisał było trudno "wejść" do rozmowy w jej rozwiniętej fazie.
|
|
gabriel-maciejewski @ahenobarbus 12 sierpnia 2026 18:42 |
| 12 sierpnia 2026 18:47 |
I bardzo dobrze, że trudno. Tak ma być.
|
|
valser @chlor 12 sierpnia 2026 18:35 |
| 12 sierpnia 2026 20:00 |
Ciekawe czy jest jakis zapis telewizyjny z tlumaczeniem migowym.
|
|
valser @gabriel-maciejewski 12 sierpnia 2026 18:22 |
| 12 sierpnia 2026 20:01 |
Tu generalnie chodzi o "spojnosc wywodu".
|
|
valser @ahenobarbus 12 sierpnia 2026 18:39 |
| 12 sierpnia 2026 20:04 |
Znalezli zwloki z dwoma postrzalami - w klate i w brzuch, ale oficjalnie to bylo samobojstwo. W sumie to strzelal trzy razy i raz nie trafil. No, ale za to mial gadane.
|
Trzy-Krainy @ahenobarbus |
| 12 sierpnia 2026 21:41 |
Sięgnę do św. Tomasza z Akwinu i przypomnę, że prawda jest duchowa i nieśmiertelna. Jako taka jest poza zasięgiem maszyn. Do prawdy można dojść zatem takim narzędziem, które jest duchowe i nieśmiertelne, czyli rozumem duchowym. Rozum duchowy mają tylko podmioty, decydują o swoim działaniu. Wszystko poniżej człowieka jest przedmiotem, a więc i maszyna. Nic sama z siebie zrobić nie może. Może natomiast służyć do zniewolenia człowieka, do jego, w pewnym sensie, zamknięcia w sferze psychosomatycznej, czyli w niższej części jego ludzkiej natury. W jaki sposób? Poprzez traktowanie spostrzeżeń zmysłowych jako rzeczy najważniejszych. I tak człowiek jest jakby "zanurzony" w morzu informacji, ale bez zrozumienia nawet jednej prawdy.
A przecież mamy w naszym życiu zmierzać "nie tyle ku prawdzie, co w prawdzie".
Tak trochę na marginesie.
|
|
Zyszko @ahenobarbus |
| 12 sierpnia 2026 22:16 |
Świetny tekst. Przypomniało mi się jak Toyah rozszyfrował nazwę festiwalu "morning glory".
|
|
MarekBielany @ahenobarbus |
| 12 sierpnia 2026 23:53 |
Dziś przed zaćmieniem, w rocznicę (i jeden dzień) zobaczenia nie uzbrojonym okiem tego dookoła, poznałem nowe słowo - steganografia.
Warto czekać.
|
|
Henry @ahenobarbus |
| 13 sierpnia 2026 07:19 |
Steganografia dla islamistów to codzienna praktyka ;-)
|
|
Gotoxy76 @ahenobarbus |
| 13 sierpnia 2026 07:35 |
Pamiętam wykład o podpisie cyfrowym nad którego wejściem w życie jeszcze się wtedy zastanawiano. Pan profesor zwrócił uwagę na problem instytucji zaufanej która miała by przechowywać klucze prywatne, pytając: komu można zaufać? Nie zauważyłem,że to było pytanie retoryczne i podniosłem rękę. Mocno to Pana profesora zaskoczyło i zdziwiony spytał: słucham? Udzieliłem jedynej odpowiedźi, która mi przyszła do głowy mówiąc: chyba tylko samemu sobie. Pan profesor się głośno zaśmiał i powiedział: proszę pana.. sobie, to ja najmniej ufam. :)
|
|
atelin @Zyszko 12 sierpnia 2026 22:16 |
| 13 sierpnia 2026 08:48 |
Zdaje się, że to nie było żadne rozszyfrowanie, tylko znajomość idiomu, o którego istnieniu domorośli tłumacze nie mieli pojęcia. I z tego Toyah miał bekę w swojej notce.
|
|
ahenobarbus @valser 12 sierpnia 2026 20:04 |
| 13 sierpnia 2026 11:59 |
Chcieli go jeszcze poniżyć fundując mu seryjnego samobójcę, który się dopiero uczył? Doprawdy, ile siły woli i jakiejś tam fizycznej też musiałby mieć człowiek żeby strzelić do siebie TRZY razy.
|
|
moher @ahenobarbus |
| 13 sierpnia 2026 13:35 |
Plus.
W temacie ukrytego przekazu przypomniała mi się taka ciekawostka:
https://www.dobreprogramy.pl/jedna-ukryta-instrukcja-wystarczyla-profesor-zlapal-32-studentow-na-oszustwie,7314383119452160a
|
|
atelin @moher 13 sierpnia 2026 13:35 |
| 13 sierpnia 2026 13:43 |
Świetne.
Później kończą studia i budują np. mosty.
Inna sprawa, czy taka AI potrafi zaprojektować most.
|
|
MarekBielany @gabriel-maciejewski 12 sierpnia 2026 16:37 |
| 13 sierpnia 2026 23:56 |
... i czapeczki !
A arabowie od dawna używają białej szmatki i to działa.
:)