Przyczółki, czyli kulturowa wymiana
Kontynuujmy naszą „portową” przygodę, opisującą miejsca które już nie istnieją, albo są cieniem tego czym były w przeszłości. W ostatniej opowieści wspomniałem o obozie Garigliano. Nie był to jedyny taki przyczółek, przyjrzyjmy się innym. Dlaczego?
Ponieważ od dłuższego czasu mamy do czynienia z budową przyczółków pewnej religii w Europie, zajmiemy się historią takich miejsc między VIII a XII w. Dziś już nie ma zakrzywionych szabel i najazdów zbrojnych, piratów porywających niewolników. Skuteczniejsze są miękkie metody migracji pod postacią umów, choć trudno dociec dlaczegóż to należy być stroną przy podpisywaniu cyrografu. Ponoć nie trzeba się obawiać, bo dużo zyskamy tak bogata jest to kultura. Choć czasem wyłazi szydło z worka, nie wiem czy wiecie, ale „muzułmański Netflix”, nazywa się Shahid, czyli męczennik (dokładniej MBC Shahid, ale mniejsza z tym).
Ale na długo zanim w ogóle ktoś pomyślał o takich narzędziach jak Netflix, a tym bardziej w wersji islamskiej, od południowych i wschodnich wód Morza Śródziemnego nadpływał cień, który w niczym nie przypominał zwykłych wojennych huraganów. Był to rozległy, mozolny ruch żeglarzy, kupców i piratów, którzy wędrowali nie tylko po rzekach, lecz także przekraczali granice między religiami i imperiami. Witamy w VIII wieku, gdy Europa karolińska była w powijakach. W tym świecie, rodziły się przyczółki Saracenów: Maguelone, Fraxinet, Camargue - delta Rodanu, Garigliano, Bari, a nawet chwilowe mniejsze przystanie wzdłuż Adriatyku.
Były to ośrodki, które jednoczyły w sobie piracką swawolę, mincerstwo, solne przystanie, a także nieprzeliczone towary, które przemieszczały się między Kordobą, Kairem, Bizancjum a północną Europą.
Zacznijmy swoją przygodę od miejsca o bardzo długich tradycjach. Zanim przyszli Etruskowie i Rzymianie, zanim Wizygoci przeprawili się przez Ren i zajęli tereny na francuskim Midi (południu), zanim jakikolwiek biskup wbił pastorał w wilgotną ziemię wyspy - Maguelone już istniało.
Geologowie mówią o wyspie wulkanicznego pochodzenia, wypiętrzającej się z płytkiego dna laguny. Archeolodzy odnajdują tu ślady obecności człowieka sięgające paleolitu. Przez stulecia wyspę nawiedzali Fenicjanie, Grecy, Etruskowie, a potem Rzymianie, którzy poprowadzili w pobliżu Via Domitia - wielki trakt łączący Italię z Iberią - i z pewnością dostrzegali dziwny głaz sterczący z wody, dumnie i samotnie, który czekał na swojego pana.
Między rokiem 533, a końcem stulecia, na wyspie ustanowiono biskupstwo. Ale powolna fala jest nieuchronna. Mamy rok 719. Arabscy wojownicy przeprawili się przez Pireneje i zalali południową Galię. Narbona padła. Carcassonne padło. Maguelone - ta mała wyspa biskupia, strażnica wiary - również padła.
Tu zaczyna się jedna z najdziwniejszych kart w dziejach miejsca.
Zdobywcy, zamiast zniszczyć chrześcijańską wyspę, uczynili z niej coś zgoła innego. Maguelone zostało przemianowane na Port Sarrasin - Port Saracenów. Była to strategiczna forteca, baza morska, z której statki mogły bezpiecznie cumować i rozładowywać łupy. Z tego miejsca mogli kontrolować szlak morski łączący z Béziers, Narbonne, a dalej z północną Europą. Przyczółek w Maguelone strzegł handel solą i nabrzeżne saliny, zlokalizowane w pobliskich nadbrzeżnych stawach, zwłaszcza w Étang de Thau. Sól wciąż była jednym z najważniejszych surowców gospodarczych w tym czasie. Maguelone to także punkt przerzucania niewolników, oraz transportowania win i tkanin. W zamian Saraceni otrzymywali srebro, broń, tkaniny i wina z Europy środkowej i północnej. Towary te przemieszczały się między karolińską Francją, Langwedocją, a północną Afryką, a port Maguelone stał się jednym z głównych „węzłów styku”.
Do dziś jeszcze istnieje w tym rejonie obszar zwany Sarrazine - zatoka, po Oksytańsku grau, ślad po tamtych arabskich konstrukcjach portowych, arsenałach. Kluczowe zastrzeżenie metodologiczne: arabski termin dār al-ṣināʿa, skąd pochodzi słowo „arsenał” należy w tym kontekście rozumieć szeroko - jako każde urządzone miejsce budowy, napraw i wyposażania statków.
Co jednak zdumiewające: wolność wyznania chrześcijańskiego na wyspie została zachowana. Mieszkańcy otrzymali status dhimmi - „osób chronionych" - wedle prawa islamskiego. Kościół nie zamilkł. Modlitwy wznosiły się ku niebu w tym samym języku co dawniej. Muzułmański wojownik i chrześcijański mnich chodzili tymi samymi wąskimi ścieżkami prowadzącymi do wyspy. Osobliwy sojusz. Tak jakby istniała jakaś wspólnota interesów, a może coś więcej.
Jak mogę ośmielać się tak twierdzić zapytacie?
Bowiem niedługo po bitwie pod Poitiers w roku 732, kiedy Karol Młot zatrzymał marsz islamu w sercu Galii, rozpoczęła się powolna „rekonkwista” rejonu Midi. Arabowie cofali się. W roku 737 Karol dotarł do Septymanii.
I tu dokonał czegoś, co historycy opisują z chłodną precyzją, lecz co w istocie musiało być aktem kalkulacji: zniszczył katedrę Maguelone. Ten pokaz nie mógł być bezmyślny i bezcelowy. Karol musiał mieć jakieś jasne przesłanki do dokonania takiego czynu, który mógłby zostać przecież uznany za bezbożny. A tak nie było.
Biskupstwo przeniesiono na ląd, do miasteczka Substantion. Wyspa zamilkła.
Mijają trzy wieki.
Mamy rok 1030. Arnaud, nowy biskup Maguelone, przybył na wyspę i zobaczył ruiny. Papież Jan XIX napisał o dawnej katedrze, że została „obrócona w nicość". Arnaud nie był człowiekiem, który się poddaje, jest człowiekiem z misją
W ciągu kilkudziesięciu lat jego episkopatu Maguelone zmieniło się nie do poznania. Arnaud wzniósł nową katedrę - surową, w stylu romańskim. Kamień po kamieniu, blok po bloku. Mury sięgały dwóch metrów grubości. Wąskie okna chroniły nie tylko przed wiatrem, lecz przed strzałami; strzelnice mogły kryć łuczników gotowych do obrony. Dokonano olbrzymiej pracy inżynieryjnej. Maguelone przestało być wyspą. Kanał od strony południowej, przez który Saraceni wdzierali się na wyspę, został zasypany i zastąpiony wąskim przejściem od wschodu.
Maguelone należało teraz do hrabstwa Melguiel, słynnego z mennicy. Bito tam srebrne denary, a dużo później - słynne kwadratowe dirhemy, z emisją których tak zdecydowanie walczył Ludwik Święty. Jeśli rzeczywiście jak chcą niektórzy, mennica to miniatura państwa, gdzie gdzie miedź, srebro, złoto i obietnice polityczne topią się w materiał władzy, to Melgueil było czymś w rodzaju jawnego frontu walki o nową rzeczywistość. Wojna hybrydowa w średniowieczu?
Ale to odległa przyszłość. W roku 1085 hrabia Melgueil, Pan Maguelone, przekazał wszelkie prawa nad biskupstwem papieżowi Grzegorzowi VII. Od tej chwili wyspa stała się własnością Stolicy Apostolskiej. Bezpieczna przystań - locus tutus - otwarta dla wszystkich, którzy potrzebowali schronienia. I papieże korzystali z tej oferty dosłownie.
Kiedy papież Urban II, ten sam, który w roku 1095 na Soborze w Clermont wezwał Europę do pierwszej krucjaty, odwiedził Maguelone w roku 1096, ogłosił katedrę drugą świątynią po Rzymie i przyznał zupełny odpust wszystkim.
Cóż takiego się wydarzyło, że miejsce w ciągu kilku dziesięcioleci zyskało takie znaczenie? Ze zrównanego z ziemią kościoła na lagunie, między stawami, do rangi miejsca drugiego po Stolicy Apostolskiej? Musiały za tym stać przyczyny gospodarcze.
Maguelone było położone na strategicznej lagunie, blisko Montpellier, które było ważnym ośrodkiem handlu morskiego w zachodniej części Morza Śródziemnego. Biskupstwo kontrolowało dostęp do morza, co pozwalało na czerpanie dochodów z ceł i handlu (towary z Lewantu, sól, wino).
Dochody z tej bogatej diecezji trafiały bezpośrednio do papieskiego skarbca, co było kluczowe dla finansowania reformy gregoriańskiej i kosztownych wypraw krzyżowych. Bogactwo biskupstwa Maguelone, rozwijającego się dzięki handlowi i rzemiosłu, stanowiło istotne zaplecze finansowe dla papieża, który podczas synodów (Clermont, Piacenza) mobilizował środki na walkę z niewiernymi.
Gdybyśmy podróżowali nieco dalej na wschód od Maguelone, docieramy do bagnistej delty Rodanu. Natura uformowała tu piaszczyste pasy, które wyznaczyły linie brzegowe, tworząc laguny odizolowane od morza i charakteryzujące się słonawymi lub słonymi wodami. Reszty dokonał człowiek, zmieniając ten krajobraz pod swoje potrzeby. Tak narodziły się stawy i bagna Camargue, tworząc największy obszar podmokły Morza Śródziemnego, zaraz po Nilu.
Rejon Camargue, położony na południe od miasta St Gilles, w VIII wieku nie był „pustym” bagnem, ale przestrzenią strategiczną miejscem, gdzie rzeka wypływała w morze, a wody przechodziły w laguny i kanały, które muzułmańskie floty potrafiły łatwo wykorzystać jako przystanie. Cel był podobny jak w przypadku Maguelone. Stąd można przesuwać domenę dyskretnie na północ.
Regoin Camargue ma wiele innych tajemnic. Taką może kryć kościół Saintes-Maries-de-la-Mer zbudowany w IX w. Dwa razy w roku, tysiące romskich pielgrzymów, prowadzi procesje wprost w spienione fale Morza Śródziemnego. Centralną postacią tego misterium jest nieco mroczna i tajemnicza Święta Sara, której ciemna karnacja oraz rytuał kąpieli w morzu budzą uderzające skojarzenia z … Indiami. Czy to z kosmopolitycznego ośrodka takiego jak Amalfi przenikali tam swego czasu przybysze z Indii? Symbioza tradycji chrześcijańskiej z dawnymi wierzeniami osiąga tu swoje apogeum w podziemnej krypcie, gdzie posąg Sary sąsiaduje z antycznym ołtarzem, wiązanym z indoirańskim kultem Mitry, który był to czczony od IV w. przed Chrystusem.
Ale zostamy tę dygresję.
Saraceni są stale obecni w Prowansji. W górskim przesmyku, nad fiordem, powstaje Fraxinet (La Garde‑Freinet, obecnie okolice Saint Tropez).
Założone w 888 roku przez piratów z Al-Andalus Fraxinetum stało się potężnym muzułmańskim przyczółkiem, który przez niemal wiek dominował nad południowym wybrzeżem Prowansji i alpejskimi przełęczami. Frankijscy kronikarze w swoich relacjach usiłowali zdyskredytować to jako zwykły „napad piratów”, być może żeby utrzymać fikcję ciągłości i siły władzy. Z perspektywy współczesnej analizy utworzenie Fraxinatum jawi się jako precyzyjnie zaplanowana operacja desantowa na strategicznym odcinku dzisiejszego Lazurowego Wybrzeża.
Choć doraźnie mogło to przypominać izolowany incydent, dynamika późniejszych wydarzeń dowiodła, że nie był to przypadkowy akt bezprawia, lecz początek szeroko zakrojonej interwencji militarnej. W przeciwieństwie do efemerycznych rajdów korsarskich, działania podjęte w rejonie Fraxinetum stały się integralnym elementem projekcji siły kalifatu Umajjadów, wykraczającą daleko poza cele rabunkowe.
Wykorzystując słabość podzielonego imperium Karolingów, osadnicy muzułmańscy stworzyli tam nie tylko bazę wypadową dla niszczycielskich ekspedycji zbrojnych, ale także sprawnie funkcjonujące osiedla rolnicze i górnicze. Nie było tam mennicy, ale istnieje obieg franków i dirhemów, a towary wymieniane na miejscu obejmują sól, miedź, bydło, a także niewolników z północy. Podobnie jak w Maguelone - szerokim strumieniem płyną srebro, broń, tkaniny, a także wina.
Stosowano też inne metody. Islamscy wojownicy weszli również w krwiobieg lokalnej polityki, służąc jako najemnicy skłóconych możnowładców. Fraxinet, to nie tylko zwykłely port, jest też górską fortecą, strzegąca szlaku soli i dróg przez Alpy, a także przesmyków prowadzących do Lombardii.
Nawet próby militarnej likwidacji enklawy, jak ta podjęta przez króla Hugona z Arelatu w 931 roku, kończyły się politycznymi układami, które paradoksalnie umacniały pozycję muzułmanów w Alpach.
Dopiero zmiana układu sił w Europie oraz wygaśnięcie wsparcia ze strony Kalifatu Kordoby doprowadziły do konsolidacji chrześcijańskich władców pod wodzą Wilhelma z Arelatu. Ostateczna klęska Arabów w bitwie pod Tourtour w 975 roku i upadek twierdzy Fraxinet położyły kres marzeniom o trwałej ekspansji islamu w głąb kontynentalnej Europy. Zwycięstwo to zmusiło niedoszłych zdobywców do rozproszenia się lub wejścia w rolę poddanych.
Fraxinet to państewko pogranicza jest jednym z tych bardziej skomplikowanych modeli w historii. Nie ma „realnego” władcy, lecz grupa muzułmańskich najeźdźców-gangsterów, którzy mają jednak pewną misję.
W tym samym okresie, aż do XII wieku, na Adriatyku, przyczółki muzułmańskie nie były „trwałe” jak w Fraxinet czy Maguelone, co nieco przysłania istnienie flot, najazdów, a także przystani. Nie mniej takie istniały, zwłaszcza Emirat Bari (847–871), w południowej Italii, którego floty były aktywne na Adriatyku. Zapewne było to jedno z tych miejsc, z których prowadzono działalność „misyjną” na ziemiach słowiańskich.
tagi: melgueil maguelone fraxinet camargue midi port saracen
|
|
ahenobarbus |
| 28 marca 2026 17:21 |
Komentarze:
|
|
MarekBielany @ahenobarbus |
| 28 marca 2026 22:25 |
W tym samym okresie, aż do XII wieku, na Adriatyku, przyczółki muzułmańskie nie były „trwałe” jak w Fraxinet czy Maguelone, co nieco przysłania istnienie flot, najazdów, a także przystani. Nie mniej takie istniały, zwłaszcza Emirat Bari (847–871), w południowej Italii, którego floty były aktywne na Adriatyku. Zapewne było to jedno z tych miejsc, z których prowadzono działalność „misyjną” na ziemiach słowiańskich.
ƒ
ƒ
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus |
| 29 marca 2026 11:26 |
Czyli muzułmanie słowa Chrystusa skierowane do Piotra zrozumieli dosłownie -"Odtąd ludzi będzisz łowił"....:).
Zauważ, ze IDENTYCZNĄ strategię stosowali Duńczycy/Normanowie. Oni też nie podbijali całych zwartych obszarów. Wystsrczyły im strategiczne punkty na Rusi, przy ujściu Dniepru, Donu, nad KanałemLa Manche i w inny h miejscach (często były to wyspy). I to kolejny dowód pośredni, że Normanowor byli muzułmanami. A zatem i oni stqnowili istotne koło zamachowe handlu niewolnikami.
|
|
ahenobarbus @OjciecDyrektor 29 marca 2026 11:26 |
| 29 marca 2026 12:02 |
Dobre :)
Oni mieli tam sieć portów takich jak Ribe, Hedeby (Haithabu), Aarhus, Viborg.
W ramach projektu
https://projects.au.dk/northernemporium/about
w latach 2017–2018, znaleziono 100 000 znalezisk artefaktów, co ponoć pozwoliło na korelację z szerszymi wczesnośredniowiecznymi trajektoriami historycznymi, integrując wydarzenia w Ribe z politycznymi wahaniami regionu rozciągającego się od Jeziora Ładoga, przez Bałtyk, Morze Północne aż po Kanał Angielski.
Tak tam piszą.
Wikingowie pod wodzą Ragnara Lodbroka a później Bjørna Żelaznobokiego zniszczyli Quentovic i Dorestad.
Quentovic było bardzo dużym portem, wg opisu Anglosasi z Kentu i Wessexu przypływają galerami obciążonymi srebrem, niewolnikami i wełną, Fryzowie z Utrechtu wiozą bursztyn, futra i sól z Morza Północnego.
Skandynawowie, jeszcze przed wikingowskimi najazdami, wymieniają żelazo i skóry na frankijskie wino i zboże. Z południa, przez Somme i Sekwanę, płyną towary z Italii: jedwab, przyprawy i papieskie relikwie.
Quentovic był też ważny dla misjonarzy. Czcigodny Beda, w Historii ecclesiastica (V, 10-11), twierdzi, że anglosascy misjonarze zakładali pokrewieństwo etniczne z poganami wschodniej Francji i Germanii i przez Quentovic wyruszali za Ren z misjami.
Pewnie to wszystko się łączy.
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus 29 marca 2026 12:02 |
| 29 marca 2026 15:48 |
Normanowie na pewno łączyli się z Arabami...:). I wykorzystywano porty "niewiernych" przejmując je zbrojnie lub szantażem. W końcu nie chodziło o fizyczną obecność mas, a o handlowe przedstawicielstwo...:). Kto miał kasę, ten mógł kupić nawet biskupa (nie każdego rzecz jasna, ale na południu Francji było takich całkiem sporo, co pokazałeś na przykładzie "tolerancja zero" Karola Młota)
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus |
| 29 marca 2026 20:17 |
Tak sobie teraz patrzę na mapę z atlasu historycznego i jako uzupełnienie dodam, że oprócz Bari - w tym samym czasie (840-841) Arabowie zdobyli Tarent (do 880) i Brindisi (do 870). A oboj Amalfi mieli Gangliano (882-915). No i symptomatycxny jest pochód arabski przez wyspy na M. Śródziemnym. W 826 Kreta. W 827 Sycylia (bez Katanii i Syrakuz). W 828 Sardynia i 850 Korsyka.
Fraxinetum było kolejnym na trasie. Potem pewnie miała być cała Burgundia i połączenie z Jutlandią poprzez ujście Renu. Wtedy całe królewsteo Franków Zachodnich zostałoby ojrążonr i odcięte. Normanowie w Normandii zwyczajnie realizowali wspólny plan z Arabami. Spójrz na mapę i na daty podbojów. Tu widać ścisłą koordynację.
Nikt mnie nie wmówi, że to taka przypadkowa synchronizacja w czasie. Był wspólny plan i realizowano go z żelazną konsekwencją.
Cóż więc przeszkodziło dokończeniu tegi planu? Zgadnij...:)). Tak, Siemowit (dziadek Mieczysława/Mieszka I) i sprowadzeni Węgrzy. Oni tak rozwalcowali centra i szlaki handlowe Radianitów, że plan został unicestwiony. Nie było hajsu na jego kontynuowanie, bo straty były olbrzymie.
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus |
| 29 marca 2026 20:20 |
Więc otwieram teraz sovie piwo z Kłajpedy "Svyturys" i piję za duszę Siemowita, który uratował Europę w Xw. przed totalną islamizacją.
|
|
OjciecDyrektor @OjciecDyrektor 29 marca 2026 20:17 |
| 29 marca 2026 20:42 |
zaloguj się by móc komentować
|
|
ahenobarbus @OjciecDyrektor 29 marca 2026 20:17 |
| 29 marca 2026 20:48 |
Ja zwróciłem uwagę na kilka spraw. Jedna ujęta w notce, to jest ukrywanie przez kronikarzy skali Fraxinetu. Nie mogli być zwykłym, jednorazowym "najazdem" coś, co utrzymało się mniej więcej 80-100 lat.
Druga, to że muzułmanie stali się poddanymi po ich pokonaniu. Ciekawe czy wówczas był ketman. Zaraz się ktoś odezwie, że nie, bo to dokładnie dopiero od 1676 możemy tak mówić, bo wtedy odnotowano w kronice praktykę :D ( oczywiście zmyślam datę żeby nie było).
Trzecie, to że przed likwidacją Fraxinetu byli mocno zaangażowani w lokalne sprawy.
Czwarte - zwykle kiedy pisze notkę, to najpierw sprawdzam czy ktoś już czegoś nie napisał na dany temat, żeby nie odgrzewać kotletów, nawet jak coś było dawno temu.
Jedyne odniesienie do Fraxinetu było w tekście, który przetłumaczył Pioter, a dotyczył o Pragi. Teraz pytanie czy ten Fraxinet znalazł się tam jako didaskalia, aby podkreślić "szerokie horyzonty" autora, czy istniało połączenie, bowiem przez zaistnienie Fraxinetu zmieniły się szlaki handlowe.
https://pioter.szkolanawigatorow.pl/dusan-trestik-wielkie-miasto-sowian-zwane-praga-czesc-ii
|
|
ahenobarbus @SilentiumUniversi 29 marca 2026 09:18 |
| 29 marca 2026 20:59 |
Musiała być dobrze zorientowana. Do Maguelone prowadzi brama , ona jest trochę w stylu arabskim , czy mozarabskim, nie znam się. Nie istotne kiedy ona powstała, ale Autorka miala o niej wiedzę.
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus 29 marca 2026 20:48 |
| 29 marca 2026 21:32 |
No chyba nie didaskaliq. Kariera Pragi jako centrum handlu niewolnikami rozpoczęła się właśnie w IXw i trwała przez cały wiek X. Praga misiała mirć połączenie i z doliną Rodanu i z Adriattykiem (bo z Dunsjem to prosta sprawa). Ale i tak główną arterią była Łaba w tym handlu. Ale to nie przeszkadza w łączności z Fraxineyum, bo tę zapiewbić mogli też drogą morską Duńczycy.
Mnie uderzyło to, że plan zmierzał do otoczenia Frankow Zachodnich i tym samym ostatecznego rozwiązania kwestii galijsko-iberyjskiej. I na tym tle znaczenie sprowadzenia Węgrów i ich najazdów urasta to rangi najważniejszej sprawy - sprawy życia lub śmierci Europy. I tego do tej pory nie mieliśmy świadoności. Te najazdy bowiem przedstawiane są jako takie rabunkowe napady azjatyckich gołodupców. A już okoliczność sprowadzenia ich przez Piastów jest zamilczana (jedynie w Kronice Węgierskiej - cytowanej przez Piotera - jest o tym mowa)
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus 29 marca 2026 20:48 |
| 29 marca 2026 21:52 |
Przy okazji linkowanej notki Piotera muszę stwierdzuć, że Ibrahim ibn Jakub był...anty-Radianitą ..:). Jego szlak wędrówki, pokazany w tej nitce, to szlak oficera łącznikowego pomiędzy kalifem, a jego kontrahentami. Z tego szlaku wychodzi, że Umajjadzi chcieli wyprzeć Fatymidów z interesu i przedstawiali konkurencyjną ofertę. No chyba że Ibrahim był jednak Radianitą - szpiegiem na dworze Umajjadów.
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus |
| 29 marca 2026 22:20 |
I jeszcze jedno jest ciekawe. Likwidacja arabskiego Fraxinetum zbiegło się w czasie z bitwą pod Cedynią. Dla wielu to zwykły przypadek. No ale ja uważam bitwę pod Cedynią za jedną z najważniejszych bitew, bo to ona zakończyła karierę i życie anty-cesarza Ottona I.
Tak czy owak widzę, że w zadadzie tylko dzięki Piastom Europa w Xw. nie stała się w całości islamska.
|
Paris @OjciecDyrektor 29 marca 2026 22:20 |
| 29 marca 2026 23:27 |
Da Bog, ze i dzisiaj...
... historia sie nam powtorzy !!!
|
|
ahenobarbus @OjciecDyrektor 29 marca 2026 22:20 |
| 30 marca 2026 10:40 |
Dużo ciekawych detali o Fraxinetum jest tutaj. Dobrze opisane modus operandi.
https://archive.aramcoworld.com/issue/200905/the.saracens.of.st.tropez.htm
Ponoć zaczęło się od desantu 20 "specjalistów". Jeśli wie się, że 20 osób wystarczy do skutecznego ataku to trzeba mieć wcześniejsze dobre rozeznanie.
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus 30 marca 2026 10:40 |
| 30 marca 2026 13:42 |
Trzeba mieć też swoich tubylców, czyli część dygnitarzy miejscowych była przekupiona. To oni się m7sieli przyczynić do aukcesu tej 20-stki. Nie ma takich cudów. Ta 20-stka mogła być nawet przebrana w stroje mnichów, a nawet powinna być...:)
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus |
| 30 marca 2026 13:50 |
A swoją drogąPiastowie uratowali pańatwo Karolingów - podzielone i osłabione wewnętrznie. Dlaczego to zrobili? Nie tylko dlatego, żw byli ich sojusznikami, ale dlatego żw czuli się dziedzicami tego cesarstwa i zwyczajnie uważali je za swoje tak samo jak Karolingowie. I myślę, że właśnie wtedy - w czasie niszczenia przez Madziarów ośrodków radianickich - Piastowie zgłosili swoje prawa do korony cesarskiej. W końcu Pioter przywołał postać Siemowita w kontekście, czy był on cesarzem.
A Sobieskiegi przyrównał do Lestka. Niby chodziło o Lestka Popielidę, ale i ten Lestek Piastowicz wychodzi na pogromcę islamu...:)
|
|
ahenobarbus @OjciecDyrektor 30 marca 2026 13:50 |
| 30 marca 2026 13:55 |
Jeszcze nie czytałem, to w ogóle dotyczy czegoś innego, ale zobacz jakich imion szukać https://scispace.com/pdf/lestek-leser-i-lechici-lesar-w-sredniowiecznej-tradycji-2q65jtk0aa.pdf
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus 30 marca 2026 13:55 |
| 30 marca 2026 17:23 |
Tak na szybko,,bo szybko, pobieżnie to czytam. "Laesar" to wg mnie zniekształcone przrz Skandynawów imie "Caesar". Ale profesor historii widzę juz, że bedzie brnął w coś innego. Dla mnie sprawa jest jasna - Mieszko II był cesarzem, jego ojciec i dziadek też. Skandynawowie o tym dobrze wiedzieli i stąd Polaków tak nazwali -"cesarscy" a władce nazwywali "Cezarem" w znieksztalconej formie fonetycxnej.
|
|
ahenobarbus @OjciecDyrektor 30 marca 2026 17:23 |
| 30 marca 2026 18:19 |
Hmm jak zobaczysz w cursiva antigua literki c i l (ale mniniskuły) to są nawet podobne.. Z tym że to chyba bardzo stara odmiana pisma. Może kiedyś pewien kopista używający https://en.wikipedia.org/wiki/Tironian_notes coś tam podmienił, specjalnie, niespecjalnie....
Może coś jest na rzeczy.
Pewnie tu by potrzeba "uczonego" w piśmie (dosłownie w piśmie) i językach wczesnośredniowiecznych.
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus 30 marca 2026 18:19 |
| 30 marca 2026 18:54 |
Dla mnie Lesar to Cesar... po skandynawsku...:). Lechici więc to cesarscy
Stara odmiana pisma jest bardziej wiarygodna. Więc sam podsuwasz argument za moją hipotezą...:). Wandale byli cesarscy od czasów Genzeryka (a na upartego od czasów Mieczysława, ktòry wżenił się w rodzinę cezara z Trewiru)
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus 30 marca 2026 18:19 |
| 30 marca 2026 18:57 |
L i C w cursiva nueve są niemal identyczne
|
|
ahenobarbus @OjciecDyrektor 30 marca 2026 18:57 |
| 30 marca 2026 19:03 |
No w sumie :)
Więc może ten Lesar/Cesar nosi oryginalnie inne imię skoro to chyba tytuł, nawet jak wynik przejęzyczenia, celowego lub nie.
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus 30 marca 2026 19:03 |
| 30 marca 2026 19:24 |
Z pewnością. Zresztą już Pioter pisał kiedyś, że Leszek/Lestek/ Lech to tytuł a nie imię.
|
|
jan-niezbendny @OjciecDyrektor 30 marca 2026 17:23 |
| 30 marca 2026 19:49 |
Przeoczyliscie jedną ważną rzecz, Ojcze. Lesar/Laesar to liczba mnoga - Lechici. Zdaniem autorów artykułu, wywiedzione z tego etnonimu imię własne, użyte zresztą tylko w jednym, islandzkim utworze z XVI w. Sögubrot af fornkonungum, brzmi Lesir. Coraz mniej podobne do Cezara, prawda?
Ten sam bohater w innych źródłach to Leso, Lesy lub Laesi (tak go nazywa Saxo). Tenże Saxo jak najbardziej zna słowo Caesar i bynajmniej nie odnosi go do Lesego.
Czytacie i piszecie faktycznie szybko i po łebkach. Langsam, langsam, aber sicher.
|
|
OjciecDyrektor @jan-niezbendny 30 marca 2026 19:49 |
| 30 marca 2026 20:07 |
Napisałem wyraźnie, że na sztbko czytałem i nie do końca. To raz
A dwa właśnie,,że podobne , choćby przez rdzeń. Czyrał Pan AI kiedyś wywidy językoznawców, którzt uważali za podobne wyrazy, które sla zwykłego laika bezmiały nało podobnie? Ja akurat słuchałem kiedyś i Miodka i Bralczyka. A nawet fachowców od jęztmyka Wołochów.
Więc niech AI wyłączy automatycznego pilota i zacznie sterować samodzielnie.
Co unieważnia liczba mnoga? Jeśli C i L pusało się kiedyś niemal identycznie, to co to zmienia? Lechici = Cesarscy.
Imię Lesir mogło być tytułem, czy nie mogło?
Bo to tak jak z "imieniem" Mahomet. Wszyscy myślą, że to imię. A to nie imię tylko tytuł. I ci na to powie AI?
|
|
OjciecDyrektor @OjciecDyrektor 30 marca 2026 20:07 |
| 30 marca 2026 20:08 |
Sorry za literówki, ale ćwiczę...
|
|
OjciecDyrektor @jan-niezbendny 30 marca 2026 19:49 |
| 30 marca 2026 20:14 |
I czy Saxo tłumaczy pochodzenia imienia Laesi? Czy poprzestał jedynie na wymienieniu osoby zwanej tak? Bo jeśli nie tłumaczy Saxo pochodzenia imienia, to zarzut jest mało rzeczowy i opiera się tylko na przypuszczeniu, że Saxo z pewnością by napisał, że Laesi to Cesar, gdyby tak było w istocie.
|
|
OjciecDyrektor @jan-niezbendny 30 marca 2026 19:49 |
| 30 marca 2026 20:25 |
I żeby nie było wątpliwości, że Cesar i Lesir są podobne. LESIR można zapisać tak, że będzie podobne do CESIR. I czy Cesir i Cesar nie są podobne? U nas w polskim jest słowo "las". A w ukraińskim to samo słowo brzmi "lis". Chleb po ukraińsku to chlib. Litera "e" zamienia się w "i".
Dlaczego ja to porównuję z ukraińskim? Bo na Ukrainie byli Waregowie.
|
|
OjciecDyrektor @jan-niezbendny 30 marca 2026 19:49 |
| 30 marca 2026 20:31 |
I użycie wobec Pana skrótu AI proszę traktować nieco żartobliwie. AI to po prostu AKADEMIA IANANIEZBEDNEGO....:)
|
|
jan-niezbendny @OjciecDyrektor 30 marca 2026 20:31 |
| 30 marca 2026 20:55 |
Wiem, nie obrażam się i proszę o wzajemność. ;)
|
|
OjciecDyrektor @jan-niezbendny 30 marca 2026 20:55 |
| 30 marca 2026 21:07 |
No to taka "burza mózgów". Bez polemiki nie ma postępu. Ja wię nie upieram, ale będę bronił ile sił...:). Bo tylko duży wysiłek coś daje.
W każdym razie ciekawe jest SKĄD, OD KOGO, pochodzi nazwa "Lech" czy "Lechici"? Bo czy to nasi się tą,nazwą posługiwali czy ktoś inny dał im tę nazwę? W antyku nasu mówili na siebie "ludzie" - po łacinie Italiance zapisali to jako "lugi". Imię Mieszko też jest włoskiego pochodzenia, bo to od Mieczko czyli młody Mieczysław albo i nawet stary Mieczysław tyle że w wersji skróconej.
|
|
jan-niezbendny @OjciecDyrektor 30 marca 2026 20:14 |
| 30 marca 2026 21:46 |
No to jeszcze słowo.
Prawdę mówiąc, nie znam utworu literackiego, w którym tłumaczono by pochodzenie imienia każdej pojawiającej postaci. Może oprócz Księgi Rodzaju, no ale tam etymologie maja specjalne znaczenie.
Wracając do Lesira (Laesira), występuje on w rzeczonym islandzkim poemacie jako jeden z wodzów, którzy przystąpili do wyprawy zwołanej i dowodzonej przez króla Hringa. Hring pełni tu rolę podobną jak w "Iliadzie" Agamemnon, a Laesira możemy przyrównać do Ajaksa, Diomoedesa, czy Filokteta. Najbardziej może do tego ostatniego, ponieważ podobnie do niego dysponował tylko jednym okrętem. Oto odnosny fragment tego skandynawskiego "katalogu okrętów", w oczywisty sposób wzorowanego na Homerze (tłumaczyłem z angielskiego przekładu):
"Król Hring poprowadził do bitwy wielu królów i wodzów. Najważniejszym z nich był król Ali Śmiały, który dysponował ogromną armią wojowników... [tu następuje długa litania imion i nazw krain, z których pochodzili uczestnicy wyprawy, oraz sił, jakimi dyponowali] ... Sigvaldi, dostarczył królowi Hringowi jedenaście okretów. Tryggvi i Tvivivil przyprowadzili dwanaście okrętów. Laesir miał okręt wojenny pełen wojowników. Eirik Helsing dysponował wielkim "smokiem" (drakkarem), obsadzonym licznym oddziałem wojowników..." itd.
Jak widzimy, Laesir jest tutaj jednym z pomniejszych "królów", a jesli ktoś miałby być "cesarzem", to chyba Hring, nie?
|
|
OjciecDyrektor @jan-niezbendny 30 marca 2026 21:46 |
| 31 marca 2026 06:17 |
Najważniejszy był król Ali...:). Ten Ali to na pewno Alibaba...:).
No ale widać, że ci wikingowie to jak nic wszyscy muzułmanie.
Laesir miał okręt pełen wojowników. Trzymając się literalnie tekstu miżna wręcz powiedzieć,,że król Leasir jako JEDYNY miał pełno wojowników...:), a inni dostarczyli tylko puste okręty....:)
No cóż....w każdym razie trzeba się dowiedzieć skąd wyrasta pochodzenia słowa Leszek/Lestek i Lechici.
|
|
jan-niezbendny @OjciecDyrektor 31 marca 2026 06:17 |
| 31 marca 2026 08:02 |
Po wysłaniu ostatniego komentarza ogarnęły mnie jakieś przeczucia w związku z tym Alim. Wiedziałem, że ziarno padnie na urodzajną glebę. ;)
|
|
OjciecDyrektor @jan-niezbendny 31 marca 2026 08:02 |
| 31 marca 2026 09:20 |
Czyli Ali to miejscowość w której się urodził...:).
Ale Ali fajnie wymienia się na Ale...:). Tzn. I na E. Czyli ukraińska zmiana naszego A i E na ukraińskie I w wielu wyrazach ma pochodzenie duńskie.
|
|
OjciecDyrektor @jan-niezbendny 31 marca 2026 08:02 |
| 31 marca 2026 09:23 |
No i już wiem skąd u nas wyraz "anulata" lub "anulowanie"...:). Ten Anulo niejeden skarbiec "anulował"...:)
|
|
OjciecDyrektor @jan-niezbendny 31 marca 2026 08:02 |
| 31 marca 2026 09:31 |
No i coś mnie się zfaje, że miejscowość Ali została tak nazwana na cześć Alego zięcia Mahometa. Był to pierwszy kalif szyitów. To ważne, bo od tej pory nastąpiło zasadnicze pęknięcie w muzułnańskim monolicie. Szyici przeszli pod skrzydła organizacji zwanej u nas Olimpijczykami. I ta rytualna kara krwawego orła, stosowana przez Duńczyków, potwierdza tę okoliczność. Wikingowie byli więc muzyłmanami - szyitami przynajmniej do końca IXw. Potem zawiązali współpracę z Fatymidami, choć i Umajjadxi im musielu składać jakieś oferty. W każdym razie dirhemów mieli od groma.
|
|
ahenobarbus @ahenobarbus |
| 31 marca 2026 10:23 |
Przy okazji - Niemce cały czas zajmują się "prawidłowym" odbiorem naszej wczesnej historii.
Książka jest open access, nie wiem czy trzeba mieć konto.
Całą praca:
Imperiale Konzepte in der mittelalterlichen Historiographie Polens vom 12. bis zum 15. Jahrhundert
https://www.jstor.org/content/oa_chapter_edited/j.ctv6zdbwx.14
Jakże pięknie nas pan Grischa w szaliku podsumowuje:
Ogólnie rzecz biorąc, cel historyków jest tym bardziej oczywisty: chwalebna i w większości zapomniana historia Polaków w ramach imperium Polonorum musi zostać ponownie dostrzeżona przez współczesne polskie elity.
Księstwo polskie nie mogło wprawdzie w nowszej historii konkurować z potężnym sąsiadem, Cesarstwem Rzymsko-Niemieckim, ale przynajmniej w historii starożytnej stało wobec niego na całkowicie równych prawach.
|
|
ahenobarbus @OjciecDyrektor 30 marca 2026 20:07 |
| 31 marca 2026 14:13 |
Spójrz na najstarszy futhark.
k i l
https://en.wikipedia.org/wiki/Elder_Futhark
W islandzkim (ale też w fińskim) cesarz to keisari.
Z tego co mi islandczycy mówili, islandzki jest najbliższy językowi którym mówili wikingowie.
|
|
OjciecDyrektor @ahenobarbus 31 marca 2026 10:23 |
| 31 marca 2026 18:21 |
Tylko diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Bo jak zaczną opisywać walki polsko-saskie z Xw w taki sposób, że to my aspirowaliśmy i "mężnie stawialiśmy opór", to będzie jeszcze gorzej. Jyż niech lepiej milczą.
|
|
jan-niezbendny @ahenobarbus 31 marca 2026 14:13 |
| 31 marca 2026 18:55 |
To rodzi nowy problem. Jeśli poprawimy Laesir na keisari, to wprawdzie mamy cesarza (bezimiennego), ale tracimy Laesira i wszelki potencjalny związek sagi z Lestkiem czy Lechitami. Nie da się zjeść ciastka i nadal mieć ciastko.
Zaproponuję w zamian nowy trop w związku z królem Alim. Dlaczego Ala ma akurat Asa? Przypadek? Nie sądzę. W podręcznikach tresci nie są przypadkowe. Kod Falskiego?
|
|
OjciecDyrektor @jan-niezbendny 31 marca 2026 18:55 |
| 31 marca 2026 19:36 |
Spóżnił się Pan o dobre 2-3 lata (a może i 3,5 roku). Na blogu Piotera już dyskutowaliśmy nie raz o germańskim Olimpie i o Asgardzie. O Lokim, o Odynie, o Hel, o Thorze.
Proszę zajrzeć do archiwum bloga Piotera.